Dopierdalam sobie. Z zasady albo w zasadzie z przesadą. Bez przesady? No niestety.
Obezwładniające poczucie, że wciąż za mało robię, 
które wywołuje we mnie nieustanne napady smutku
i wciąż diagnozowane przeze mnie poczucie irytacji
połączonej z „muszeniem” którego tak bardzo
nie lubię stosować.

Zbyt leniwa czy zbyt ambitna? A może nic z tych rzeczy? Może to tylko ten szarobury czas? Może za mało witaminy D? Może za dużo pomysłów, a za mało czasu na ich realizację? Może wszystkie sroki łapane za ogon? Może nieustające poczucie, że kogoś zawodzę, że są lepsi ode mnie? Może wizja mnie jako 30latki była zupełnie inna? A może…po prostu się w końcu od siebie odpierdolę i zacznę doceniać wszystko co do tej pory osiągnęłam?

Tak, może to właśnie to. Dopierdalam sobie. Z zasady albo w zasadzie z przesadą. Bez przesady? No niestety. Chciałabym móc spełnić wszystkie marzenia jednego dnia, a potem nudzić się resztę życia.

Wiem…nie jest to możliwe. I właśnie to mnie chwilami zjada. To poczucie, gdy spojrzę na innych, tak pnących się naprzód, tych co dużo zrobili. Cholera! Nurtuje mnie jedno…czy oni też tak sobie dowalają!

I wiecie co? Chwilami myślę sobie, że jestem dla siebie zbyt surowa. Ot jedna zmarszczka wyskoczy na czole i już dopada mnie melancholijna pogoń, spływa mi po plecach pot jak po maratonie, dyszę z obawą, że nie zdążę. Nie zdążę zaspokoić wszystkich swoich pragnień! A może cudzych? Sama nie wiem. Czasami po prostu siadam i płaczę. Z bezsilności. Z tej pogoni. Z tego dopierdalania sobie. Jak surowa nauczycielka wciąż porównuje się do innych ,,Nie jesteś dość dobra, za mało się uczysz, za mało starasz!” Znów śni mi się szkoła i ten strach, że znowu ktoś na mnie nakrzyczy, że dostanę jedynkę, że będę za głupia.

Chciałabym mieć dla siebie tyle ciepła ile daje innym. 
Takie moje wielkie marzenie na dziś. Na przyszłość.
A teraz tak po prostu Zuza - przestań sobie dopierdalać! 

A Ty? Jak często sobie dowalasz? Ile razy w ciągu dnia potrafisz sobie umniejszyć? Mówisz do siebie z uznaniem, szacunkiem i wyrozumiałością? Masz do siebie cierpliwość, którą ofiarowujesz innym? A może tak jak ja – puszczają Ci nerwy, potrafisz wspierać każdego, ale siebie przytulasz na końcu? Halo…ja mam tylko pytanie. Kto jest najważniejszy? 

Oni. One. Ona. On. Ci wszyscy. Każdy. A Ty – gdzie stoisz we własnej hierarchii zrozumienia? Na szarym i zapomnianym końcu? Kiedy przyjdzie moment, w którym zrozumiesz, że TY jesteś najważniejszy dla siebie. Potem…cała resztą, którą kochasz równie mocno!