Sekunda, która odmienia życie na zawsze…

Umówiłam się z synem na lipiec, na ten konkretny wtorek, ten lekko pochmurny, ale dosyć ciepły poranek. Nic nie zapowiadało skurczy i nagłej przyspieszonej akcji. Ordynator na porannym obchodzie z uśmiechem poinformował mnie, że czekam w kolejce, ale to prawdopodobnie będzie dziś. ,,Czekałam w kolejce do zmiany życia’’ – pomyślałam. Czekałam, grzecznie w kolejce, na wywołanie swojego nazwiska, na jakąś akcję. Leżałam na łóżku i liczyłam skurcze. Mój syn uznał, że kolejka nie jest dla niego, że nie będzie już czekał, że wychodzi natychmiast. Niby byłam przygotowana, chodziłam na zajęcia w szkole rodzenia, niby każdy pytał – ,,to dziś, to już, kiedy?’’ Do mnie jednak nie docierało to wszystko. Ostatnie miesiące nosiłam przed sobą naprawdę pokaźną piłeczkę, wiedziałam, że tam jest dzidziuś, że to mój wymodlony synek, a jednak…
Kiedy wjeżdżałam na salę porodową, byłam przerażona. Widziałam łóżko przygotowane dla mnie, lekarzy i pielęgniarki, którzy wirowali po sali w niebieskich fartuchach, beztrosko opowiadając o minionym dniu. Byłam widzem, wszystko toczyło się wokół mnie, a jednak jakby poza mną. Siedziałam na brzegu łóżka tuż przed salą operacyjną, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, że za chwilę moje życie odmieni się na zawsze.
Strach. To uczucie jest wciąż żywe, kiedy przed oczami widzę tę salę, 2 lipca, kilka minut po 10:00.
“Co się dzieje Zuziu? Nie bój się, za chwilę poznasz swojego synka”
– przytuliła mnie położna anestezjologiczna.
Wszystkie procedury, pytania – to działo się tak szybko, moje oczy wędrowały na każdą stronę, nie potrafiłam ogarnąć ilości personelu, zaczęłam więc liczyć ile osób jest w zespole. Musiałam zająć czymś głowę. Ktoś z personelu zapytał o imię synka. Zatrzymałam swoje ciało, by sprowadzić na świat życie.
‘’Za chwilę Pani Lato powitamy na świecie Pana Leona.’’ — powiedział lekarz, by za chwilę dać znać – “Zaczynamy”
Dziś wydaje mi się, że to wszystko trwało całą wieczność. Czekałam, a w głowie jedna myśl – ‘’czy naprawdę minie 5 minut i usłyszę swojego maluszka?’’
‘’Ależ tu gorąco, niech ktoś włączy klimatyzację, na sali Pani Lato, nic dziwnego, że tak gorąco, za chwilę pojawi się drugie Lato, nie wytrzymamy tego gorąca” – żartował lekarz.
A ja wciąż czekam. Czekam i wiem, że nikt mnie na to nie przygotował, że ja się na to nie przygotowałam. To się dzieje teraz, a przecież dopiero zaszłam w ciążę. Zacisnęłam dłoń anestezjologa i usłyszałam płacz.
‘’Gratulacje Zuziu, już po wszystkim, Leon jest z nami, słyszysz? Już dobrze, wszystko dobrze”
Cały personel stał nad moim brzuchem, powtarzając — “Ale duży chłopczyk!’’
“Jest piękny Pani Lato, gratuluję, ma Pani syna!” – pogratulował chirurg, który przeprowadził mój poród.
Głośny płacz otulił całą salę, a potem…poczułam miękkość policzka mojego maleństwa, a płacz ustał. Po moim policzku płynęły łzy.
Nastała – sekunda – która odmieniła moje życie na zawsze.
…
Wyobrażenia nie miałam, że poród to tylko sekunda z całego życia, które przede mną. Chwila, którą zapamiętam na zawsze, bo wraz z urodzeniem Leona, urodziłam się na nowo.
“Wszystko dobrze, jest zdrowy, jest piękny” – powiedział mąż, kiedy wieźli mnie z sali porodowej na oddział. Przewieźli mnie do sali, a tam przywitały mnie znajome topole, te topole, które rok temu otuliły mój smutek po stracie ciąży. Topole, które ukołysały mój ból, dziś kołyszą się z radością, towarzysząc mi w najpiękniejszej sekundzie mojego życia. Spadł deszcz, rok temu też padał. Niebo płakało z rozpaczy, a dziś znów, wraz ze mną płacze, ale ze szczęścia.
Nie mogłam się ruszyć, ani spojrzeć na Leo. Ciało było w połowie obce, w bezruchu, jakby go wcale nie było. Spokojne bicie serca dawało znać, że już mogę odpocząć, że wszystko jest dobrze, że już nie muszę się bać.
Ta sama, ale jakby inna.
…
Bez określonej tożsamości, zalana falą miłości, szczęścia, smutku, radości, rozpaczy i bezsilności. Jeszcze nie Mama, a przecież już od pierwszej chwili, od pierwszego USG — MAMA! Kiedy cisza całego dnia ustała, kiedy mogłam już wstać po 12 godzinach bezwładnego leżenia na szpitalnym łóżku, pochyliłam się nad łóżeczkiem, w którym spał Leon i zaczęłam płakać z ogromu miłości, której nie potrafiłam ogarnąć swoim rozumem i ciałem. Fala emocji znokautowała mnie i rozłożyła na łopatki. Patrzyłam na niego i nie mogłam zasnąć. Noc zamieniła się w dzień, a ja nie zmrużyłam oka, adrenalina była tak duża, że mogłabym biegać po sali, jednocześnie nie mogąc zrobić kilku kroków do łazienki, bez poczucia przeszywającego bólu.
Zamykam oczy i czuję całą sobą tę sekundę, która odmieniła moje życie na zawsze.
Nie ma tamtej mnie, a nowa ja jeszcze nie dojrzała. Miesiąc próbowałam być silna, mądra i pewna siebie. Tymczasem byłam bezsilna, niemądra i niepewna siebie – bardziej, niż kiedykolwiek dotychczas. Wstydziłam się tego i wciąż się tego wstydzę, że się nie przygotowałam, nie odrobiłam lekcji, że przecież miałam 9 miesięcy na zadbanie o wszystko. Jak pstryknięcie palcami, ledwo się obejrzałam, a już trzymałam w ramionach życie, za które dziś jestem odpowiedzialna.
Życie, które jest zależne ode mnie.
…
Życie, które dopiero poznałam, a jakbym znała je od zawsze.
Nie wiem jaka powinnam być, nie wiem co powinnam czuć, jak powinnam się zachowywać. Nie umiem wielu rzeczy. Uczę się siebie, uczę się swojego syna, uczę się bycia Mamą, bo nie ma instrukcji do emocji, do trudności, nie ma instrukcji do macierzyństwa. Wbrew temu, co czytam nie ma do wszystkiego magicznego e-booka. Nie da się zdobyć całej macierzyńskiej wiedzy w jedną sekundę. Nie da się w jedną sekundę już być taką, jak powinno się być. Czyli tak naprawdę jaką?
Nie radzę sobie, nie umiem, wciąż popełniam błędy, boję się, że zrobię coś nie tak, nie mam pewności siebie, na pewno nie takiej, jaką będę miała za rok. Jestem świeżakiem, niczym na macierzyńskim stażu, obserwuję wszystko, robię notatki, często robię sobie bolesny rachunek sumienia, w tę noc,
…
która jest zawsze złym doradcą.
Jestem Mamą, chociaż pisząc te słowa, wciąż, po 3 miesiącach, jest to dla mnie abstrakcja.
Nosiłam pod sercem 9 miesięcy, ale czekałam na Leo całe życie…dowiedziałam się o tym w tę jedną sekundę, w tę sekundę, która odmieniła moje życie na zawsze…


